George R. R. Martin – Gra o Tron 27 11 2010 | zapowiedzi

Siedem królestw skupionych wyłącznie na jednym celu. Kilkadziesiąt ludzi dążących do bogactwa, sławy i władzy. Setki stron przygód w niezwykłej krainie, ogromnym uniwersum George’a R. R. Martina. Tysiące powodów aby zagrać o tron.

Z „Grą o tron”, o ironio, spotkałem się znacznie wcześniej, jeszcze przed zderzeniem z jej pierwotną, papierową formą. Planszówka ze stajni Fantasy Flight Games, polegająca na prowadzeniu intryg, bitew, oraz na dominacji własnego królestwa nad sześcioma pozostałymi – wydawała mi się ciekawa strategicznie – ale niezrozumiała fabularnie. Ciężko przyswajalne wątki fluffowe gry – nabrały jednak znaczenia po przeczytaniu książki.

Książka George’a R. R. Martina, otwierająca sagę „Pieśni lodu i ognia” jest z pewnością nieszablonowym tytułem fantasy. Jej charakter, linia prowadzenia historii i wielowątkowość akcji wyróżnia ją na tle innych pozycji ostatnich lat. Uznawana dziś już zresztą za pozycję kanonu fantasy – „Gra o tron” hipnotyzuje swoimi historiami. Mamy w niej bowiem do czynienia z hermetycznym, niezależnym światem, który autor stara się nam przybliżyć przez implikację punktów widzenia bohaterów, rozrzuconych po całej paraboli charakterów. I tak, każdy rozdział książki tytułowany imieniem postaci wokół której skupi się wątek obrazuje spojrzenie na stworzony przez Martina świat – każdorazowo z innej perspektywy. W efekcie, całość, często z pozoru niezależnych wydarzeń, tworzy morze zależności, z gdzieniegdzie wynurzającymi się głównymi wątkami, spajającymi kilka, kilkanaście historii razem.

Niezmiernie interesuje mnie rozmiar papierzysk jakie Martin rozkładać musiał podczas tworzenia kolejnych tomów, papierzysk z rozrysowaną siatką zależności, wątków, familii i motywów wszystkich postaci.

Sama historia, skupia się jednak na tytułowej walce o władzę na kontynencie. Siedem królestw zanurzonych w swoich dążeniach, z bagażem wielowiekowej historii podbojów i sojuszy wprowadza do historii własne racje. Nie ma tu faworytów, ulubionych bohaterów czytelnik dobiera sobie sam według własnego aksjomatu wartości, budowanego dzięki dokonywanym przez postacie wyborom.

„Gra o tron” to pierwsza z pięciu pozycji sagi. Wydana w 1996 roku do dziś nie straciła nic na swojej wartości, nie dopadły jej też żadne anachronizmy. Dedykowany, autorski świat stawia ją także poniekąd obok światów Herberta, Tolkiena czy Aldissa – choć Martin z większą rezerwą podchodzi do fantastyki skupiając się bardziej na historii i prozie obyczajowej. 773 strony godnej polecenia, wciągającej lektury. Tylko czekać gdy dokona się ekranizacja książki – choć w jej przypadku chyba miała by ona postać serialu.

Sylwester ‘orth’ Wróbel

Dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Tytuł: Gra o tron (A Game of Thrones)
Autor: George R. R. Martin
Ilość stron: 773
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2008
Cena: 49 PLN