Brian W. Aldis – Wiosna Helikonii 14 07 2009 | zapowiedzi

Nieczęsto zdarza się spotykać z lekturą tak wysoce dychotomiczną jak “Wiosna Helikonii” Briana W. Aldissa. Przestrzeń ogromnego świata o dwóch słońcach, zalewa czytelnika różnorodnością, złożoną fabułą i świeżością pomysłów, a jednocześnie zderza go z brakiem poszanowania formy, zdawkowością i ciągłym kluczeniem po kartach historii stworzonego uniwersum.

Opowieść Aldissa w pierwszym odruchu skojarzyła mi się ze zdyszanym gońcem, który wbiega przed oblicze króla i stara się szybko w urywanych zdaniach opowiedzieć o jakimś bardzo ważnym wydarzeniu. Nabywamy więc wiedzę ogólną na temat tego co ma się wydarzyć, lecz nie znamy szczegółów historii. W porwanej zadyszką opowieści nie doszukuję się jednak winy gońca. Problem polega raczej na tym, że Aldiss chce opowiedzieć jak najwięcej o swoim świecie Helikonii w zaledwie kilku tomach, a opowieść dotyczy wszak eonów.

Oto Helikonia, planeta obiegająca jedną z gwiazd podwójnych, w którym to układzie dwie gwiazdy krążą wokół wspólnego środka masy. Planeta, fauną i florą nieco zbliżona do ziemskiej, zamieszkiwana jest przez szereg człekokształtnych, inteligentnych ras, ancipitów i humanoidów, które dzielą się jeszcze kulturowo ze względów geograficznego występowania danej rasy.

Mimo pozornej zbliżoności z Ziemią, autor wyraźnie wprowadza do powieści obszerny, unikatowy bestiariusz i zielnik tworząc tym samym pieczołowicie opisane uniwersum z własną roślinnością i zwierzętami. Niezwykły obieg synodyczny planety wokół podwójnego układu gwiazd ma znaczący wpływ na życie Helikonii. Pełny rok stanowi tu bowiem 2500 lat ziemskich, tym samym tytułowa pora roku dotyczy historii życia wielu pokoleń. Taki układ prezentacji fabuły ma kluczowy wpływ na absorpcję treści i zdecydowanie może zrazić wielu czytelników. Tak oto bohater z którym wiążemy się emocjonalnie przez kilkadziesiąt stron i wiernie podróżujemy u jego boku – rozdział dalej jest już pra pra pra dziadkiem kolejnego bohatera…

Czytając “Wiosnę Helikonii” miałem nieodparte wrażenie, ciągłej bliskości z trylogią edeńską Harrego Harrisona – zwłaszcza z “Zimą w Edenie”. Tam też mieliśmy do czynienia z mocno opisową fabułą, kompletnym uniwersum ziemiopodobnej planety, a przede wszystkim ze zderzeniem dwóch cywilizacji – prymitywnej, budującej dopiero kulturę i wysokozaawansowanej. Z czego u Harrisona były to inteligentne gady które do perfekcji opanowały biotechnologię, a u Aldissa mamy zaawansowaną cywilizację Ziemian, obserwującą raczej biernie, życie na planecie z jej orbity.

Aldiss w swojej książce karmi czytelnika ambiwalentną strawą. Z jednej strony zatapia nas w ogromnym świecie pełnym niewiadomych, pozwala śledzić losy poszczególnych postaci, to jak wpływają one na kulturę i jak kształtują cywilizację. Z drugiej zaś strony czyni swój opis wysoce hermetycznym, wycinkowym, jakby za wszelką cenę chciał stać się kronikarzem planety. Ba! Antropologiem…

Wydawca na okładce książki porównuje Helikonię z Diuną, Majipoorem i Hyperionem, to odważna teza, ale myślę, że w sporej mierze uzasadniona. Nie da się bowiem przejść obok Helikonii obojętnie, bogactwo świata jakie prezentuje nam Aldiss, mimo nietypowej formy komunikacji z czytelnikiem, jest wystarczającą ceną za czas który poświęcimy lekturze.

Dziękuję wydawnictwu Solaris za egzemplarz do recenzji.

Sylwester ‘orth’ Wróbel