Arthur C. Clarke – Imperialna Ziemia 29 01 2012 | zapowiedzi

Uwielbiam od czasu do czasu potaplać się w oldschoolowym hard SF. A jeśli dołożymy do tego fakt iż autorem pozycji jest mistrz gatunku pokroju Arthura C. Clarke’a – nie ma na tej planecie siły, która oderwałaby mnie od raz rozpoczętej lektury. “Imperialna Ziemia” napisana w 1975 roku, to książka przemycająca oprócz swej bogatej fabuły – coś co uwielbiam u Clarke’a – marzenie o fantastycznej przyszłości i racjonalizm pozwalający uwierzyć, że jest ona osiągalna.

Mamy rok 2276 i ludzką cywilizację która eksplodowała swą ekspansją na cały Układ Słoneczny. Nasz główny bohater, Duncan, pochodzi z Tytana, niezbyt gościnnego księżyca Saturna, dopiero od 3 pokoleń zasiedlonego przez ludzi i jednocześnie będącego najdalszą rubieżą cywilizacji. Duncan Makenzie, ze względu na zachowanie dynastycznego statusu handlowej rodziny Makenzich, jest klonem swego ojca, który jest klonem swego ojca. Fabuła powieści oscyluje wokół podróży Duncana z Tytana na Ziemię na zaproszenie rządu USA z okazji 500 rocznicy uchwalenia konstytucji Stanów Zjednoczonych. Podróż bohatera ma też na celu przywiezienie trzeciego potomka Makenzich w postaci kolejnego klona, którego stworzenie jest możliwe wyłącznie w warunkach technologicznych Ziemi. Jest też trzeci motyw fabularny, który splata całość i nadaje historii tempa – ale którego nie poruszę w recenzji aby nie psuć zabawy potencjalnym czytelnikom.

Niezwykle spójna fabuła i mnogość technologicznych pomysłów świadczy o znakomitej formie Clarke’a z tamtego okresu. Autor “Odysei Kosmicznej”, cyklu spotkań z Ramą i prawie 40 książek, które wpisały się już do kanonu literatury SF – olśniewa swą erudycją, technologicznymi pomysłami i lekkością niezwykłej antycypacji, która w 75 roku wydaje się być nie do pomyślenia. Dziś po 37 latach książkę czyta się nadal lekko i bez wyśmiewania przedawnionych pomysłów. Nie znajdziemy w “Imperialnej Ziemi” “bakelitowych technologii”, nieracjonalnego spychania niezrozumiałych rozwiązań w strefę wszystko znoszącej fizyki kwantowej, czy innych tego typu uproszeń fabuły. Być może napęd statku międzyplanetarnego, działający na zasadzie “mini czarnej dziury” jest pewną ekstrawagancją autora w tym zakresie 🙂 ale Clarke w tym okresie był zafascynowany akceleratorami i cyklotronami więc chyba można mu to wybaczyć. Nie mniej jednak książkę z całym swym magazynem pomysłów i rozwiązań czyta się jakby została napisana w ubiegłym roku, w dobie powszechności komputerów osobistych, internetu, videokonferencji i komórek pozwalających kontaktować się z każdym człowiekiem na Ziemi. A przecież w 1975 dwudziestojednoletni Bill Gates zakładał właśnie swoją firmę Microsoft, a wojskowy ARPANET dopiero tworzył pierwsze protokoły do komunikowania się między kilkoma komputerami.

“Imperialna Ziemia” daje niezwykłą nadzieję na ziszczenie się odwiecznych marzeń ludzkości. Kolonizacja planet wewnętrznych układu, rozwinięta biotechnologia i aspiracje kontaktu z obcymi cywilizacjami – na stałe weszły już do ścisłej “must do it” listy Ziemian. Clarke, z całym swym kunsztem literackiego warsztatu, a przede wszystkim ze swym dorobkiem naukowym – był przecież fizykiem, astronomem i popularyzatorem nauki – uwiarygadnia swoje wizje świata przyszłości. Przybliża je krzycząc: “Hej, to nie jest wcale takie trudne, wystarczy obrać cel, wyznaczyć środki, a gdy da się na tym przy okazji zarobić – z pewnością się uda”.
Czytając książkę znów nabrałem nadziei, że za mego życia powstanie jeszcze stała baza księżycowa. Być może wiązałaby się ona z budową kopalni lub laboratoriów…

Polecam książkę każdemu, otwartemu na świeże spojrzenie w przyszłość naszej cywilizacji, oraz oczywiście fanom Arthura C. Clarke’a. Kończąc zacytuję niezwykle trafny wstęp autora zaczerpnięty z pierwszego aktu “Hamleta” – “Każdy bowiem na tym świecie ma jakąś skłonność lub interes”.

Sylwester ‘orth’ Wróbel

Tytuł: Imperialna Ziemia
Autor: Clarke Arthur C.
Wydawca: Vis-a-Vis Etiuda
Okładka miękka
Data premiery: 2011-02-28
Cena: 27.30