Andy Weir – Marsjanin 13 03 2015 | zapowiedzi

Błyskotliwa, pełna naukowego uroku, znacznie bardziej science niż fiction, zapierająca dech w piersiach opowieść zagubionego w kosmosie astronauty. Tak w wielkim skrócie mógłbym opisać książkę Andy’ego Weira, która mimo, że jest literackim debiutem autora – to spokojnie może stać na mojej półce obok technothillerów Crichtona i Dzienników Gwiazdowych Lema.

Już od dawna, żaden nowy tytuł SF, a zwłaszcza debiut, nie wywołał u mnie tak dużej euforii podczas czytania jak “Marsjanin” Weira. Książka posiada wszystko to czego można by oczekiwać po rasowym, kosmicznym technothillerze. Znakomita, trzymająca w napięciu historia, zaskakujące zwroty akcji, dopracowany techniczny język i fizyka na wysokim, racjonalnym poziomie. Wszystko to zaś skropione odrobiną soczystego humoru. Nic więc dziwnego, że za ekranizację powieści zabrał się sam Ridley Scott, a do kin na “Marsjanina”, z Mattem Demonem w roli głównej, wybierzemy się jeszcze w listopadzie tego roku.

Powieść przybliża nam losy astronauty Marka Watneya i w znacznej mierze opiera się o przytaczane zapisy jego osobistego dziennika. Watney, jest jednym z członków sześcioosobowej misji na Marsa. Misja o kryptonimie Ares 3 już w 6 dniu pobytu na Czerwonej Planecie musi zostać przerwana. Bazę astronautów nawiedza bowiem ogromna burza piaskowa, która zmusza załogę do ewakuacji. Podczas ucieczki Mark Watney – botanik i inżynier ekspedycji – zostaje ranny, porwany przez huragan i uznany za martwego. Załoga odlatuje w pięcioosobowym składzie i rozpoczyna podróż powrotną na Ziemię.
Tymczasem Watney odzyskuje przytomność i uzmysławia sobie, że stał się właśnie jedynym mieszkańcem Czerwonej Planety. Od teraz zaczyna się jego walka o przetrwanie w niegościnnym świecie i próba budowy szalonego planu powrotu na Ziemię.

Książka już od pierwszych stron swoją konwencją przypomina nieco film Antony’ego Hoffmana “Czerwona Planeta” z Val Kilmerem w roli głównej. Jednakże o ile w “Czerwonej Planecie” mieliśmy do czynienia z hollywoodzkim soft eSeFem – o tyle w “Marsjaninie” otrzymujemy pierwszorzędną dawkę fizyki relatywistycznej, mechaniki orbitalnej z zaledwie minimalną domieszką future technology. Autor znakomicie porusza się po technicznej nomenklaturze, posiada też choćby sporą wiedzę na temat historii misji marsjańskich łazików. Cała zaś opowieść zanurzona jest w bliżej nieokreślonej, niedalekiej, wręcz namacalnej przyszłości.

Polskie wydanie, które swoją premierę miało w listopadzie 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat, przygotowane zostało na bardzo wysokim poziomie. Znakomite tłumaczenie Marcina Ringa, posiłkowane konsultacją naukową Jana Stradowskiego, dopełnia wysoki poziom tytułu i sprawia, że książkę przeczytałem jednym tchem. Mam ogromną nadzieję, że nadchodząca ekranizacja i popularyzacja twórczości Andy Weira – zmotywuje autora do tworzenia kolejnych, równie dobrych, kosmicznych historii.

Sylwester Wróbel

Dziękuję wydawnictwu Akurat za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Andy Weir
“Marsjanin”
Przełożył Marcin Ring
ISBN 978-83-7758-817-8
oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
liczba stron: 384
wydanie: 19.11.2014