Andy Weir – Artemis 21 11 2017 | zapowiedzi

Po równych 3 latach od wydania “Marsjanina” Andy Weir dostarcza nam swoją drugą książkę, w której po raz kolejny opowiada czytelnikom nową, niezwykłą, kosmiczną historię. Czy “Artemis” powtórzy sukces debiutanckiego “Marsjanina”? Już w maju tego roku, na długo przed premierą książki, producenci Fox i New Regency zakupili w ciemno prawa do jej ekranizacji. Czy aby nie zrobili tego zbyt pochopnie?

Artemis to nazwa pierwszego, księżycowego miasta zbudowanego [w niedalekiej przyszłości] przez ludzi. Populacja miasta to nieco ponad 2 tysiące mieszkańców i jest nią niezwykła mieszanka kulturowa różnych nacji, które najczęściej hermetyzują się zawodowo. Mamy więc spawaczy z Arabii Saudyjskiej, wietnamskich techników, kenijskich zarządców czy hutników z Brazylii. Jak na pierwsze księżycowe miasto przystało, jego ekonomia kręci się głównie wokół turystyki, ale nie tylko – w grę wchodzą księżycowe surowce oraz pewna nowa technologia, która stanie się poniekąd osią całej historii. W całym tym kulturowym konglomeracie poznajemy też główną bohaterkę, którą jest Jazz Bashara, 27-letnia Arabka, pracująca w Artemis jako kurier, zaś w wolnych chwilach dorabiająca sobie drobnym przemytem towarów z Ziemi. Odwiecznym marzeniem Jazz jest dorobienie się godziwych pieniędzy, zaś jej determinacja w dążeniu do tego celu jest na tyle duża, że potrafi podjąć całkiem skrajne moralnie decyzje, aby tylko przybliżyć się do swego marzenia. Jazz mieszka na Księżycu od ósmego roku życia, a jej największym lękiem jest deportacja na Ziemię. Ze względu na fakt, że większość swojego życia spędziła w szczątkowej grawitacji, powrót na planetę wiązałby się ze spędzeniem reszty życia na wózku inwalidzkim lub w najlepszym przypadku długotrwałą i intensywną rehabilitacją.

Historia w nowej książce Weira pędzi z kosmiczną prędkością, co zaliczyć można generalnie na plus. Brak tutaj zawieszeń akcji czy przydługawych opisów, co pozwoliło mi pochłonąć książkę w kilka wieczorów. Z drugiej jednak strony zabrakło miejsca na rozbudowę pojawiających się postaci. Bohaterowie są dość schematyczni, czasem przerysowani, wręcz komiksowi. Najsłabszym zaś, według mnie, elementem powieści jest przedstawiona postać głównej bohaterki, 27 letniej kobiety o mentalności nastoletniego chłopca. Poziom jej żartów, relacji czy wypowiedzi bardziej przypominał Marka Watneya i nie jestem przekonany czy wybór żeńskiej wersji Marsjanina wyszedł na dobre nowej powieści Weira. W całej historii nie zabrakło też kilku drobnych wpadek i naciąganych momentów, jak błędne obliczenie silni [sic!] czy namiętne pocałunki tuż po oparzeniu drugiego stopnia całej twarzy.

Sama powieść utrzymana w klimacie lekkiego technothillera trzyma jednak jakościowy poziom i wydaje się być wiarygodna technologicznie – podobnie jak to miało miejsce w Marsjaninie. Jednakże o ile w Marsjaninie mogliśmy mówić o książce fantastyczno naukowej, o tyle Artemis to już raczej soft SF. Autor dobrze przygotował się od strony technologii procesów chemii nieorganicznej, procesów produkcyjnych, przedstawił kilka ciekawych pomysłów na funkcjonowanie księżycowego miasta [przedstawił znakomity pomysł waluty GIT jako gram importowanego towaru]. Jednakże zabrakło tego poziomu błyskotliwości i napięcia, z którym mieliśmy do czynienia w Marsjaninie. Być może dlatego, że to całkiem inna historia, która nie opowiada o hodowcy ziemniaków, który za wszelką cenę chciał wrócić na Ziemię – lecz o drobnej księżycowej przestępczyni, która za wszelką cenę nie chce wrócić na Ziemię…

Książka w polskim przekładzie trafi do sprzedaży już jutro, 22 listopada.

 

Sylwester Wróbel

Dziękuję wydawnictwu Akurat za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

artemisTytuł oryginału: Artemis

Tłumaczenie: Radosław Madejski

Wydanie: 1

Data wydania: 22.11.2017

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 416

Format: 14.5 x 21.5 cm

Cena katalogowa: 39,90 zł

ISBN: 978-83-287-0728-3

Autor: Andy Weir