Relacja z Krakonu 2012 23 08 2012 | zapowiedzi

Rok 2012 przyniósł nam kolejny nowy Krakon. Tym razem cała zabawa trwała od godziny 10:00 w piątek, 10 sierpnia (podobno, ale nie jestem w stanie tego potwierdzić, gdyż na miejsce dotarłem po 13:00, gubiąc się gdzieś w czasoprzestrzeni, nad czym straszliwie ubolewam, ponieważ ominęły mnie dwa najciekawsze z mojego punktu widzenia konkursy) do godziny 15:00 w niedzielę, 12 sierpnia. Tzeentch trochę mi utrudniał i pomimo mapy w pamięci droga jakoś mi się zmieniła, co kosztowało mnie obejście całego miasteczka studenckiego, po czym wreszcie dotarłem do akredytacji Krakonowej. Kolejka jak zwykle była długa, jednak założyłem pelerynę niewidkę i prześlizgnąłem się do bram niezauważony. (Heh byłem tak niewidzialny, że w tym roku nie było mnie w spisie ludności:P ). Magicznym przywołaniem przywiodłem do siebie generał gubernatora, który osobiście wręczył mi pisma potwierdzające moją misję…

W tym roku Krakon ruszył o czasie, ba nawet powiedziałbym, że zbyt szybko. Gdybym tylko wiedział, że najlepsze będzie już na początku i to od 10:00 rano, obudziłbym się wcześniej… może… Normalnym już problemem okazał się brak informatorów z programem. Podobno było ich trochę, ale dla większości zabrakło. Co ciekawe, mapek z blokami programowymi było wystarczająco dużo. Nie dowiedziałem się niestety, czy kwatermistrz nawalił czy skaveny zakradły się o świcie i pożarły większość Informatorów. Dodruk trwał do dnia następnego, więc ci, którzy nie załapali się pierwszego dnia, mieli trochę utrudnione zadanie w zorientowaniu się, co w konwencie piszczy. I tego roku na Krakon przybyła duża grupa fanów mangi i anime. Swoją drogą trudno było wychwycić tych rasowych fantastów, poza wojownikami Warhammer Fantasy Battle, rzucającymi swoje armie na makietach bez żalu o straty w ludziach i nieludziach. Jednak jeśli komuś udało się odwiedzić prelekcje stricte fantasy/rpg/literackie, to z łatwością dostrzegł tych zaginionych fantastów.

Dziwną rzeczą i trochę uciążliwą, przynajmniej z mojego punktu widzenia, było rozbicie imprezy na pięć obiektów. Pierwszy dzień większości przyjezdnych, w tym mnie, minął na szukaniu i przyporządkowaniu miejsca do atrakcji. W pięciu różnych budynkach, raczej słabo oznaczonych jak na konwent pokroju Krakonu, odbywały się oddzielnie atrakcje. Mimo dołączonej mapki (statystyczny mieszkaniec “starego świata” nie posiada kartografii ani wyczucia kierunku!) nawet ja, węszący spaczeń, musiałem pytać o wskazówki, jak gdzieś dojść. Co do progamu, to wyodrębniono bloki tematyczne: Autorski (głównie spotkania z pisarzami), Przygodowy+ Pisarski+ RPG (panele jak zostać pisarzem, co pisać o czym pisać, do kogo pisać, zapoznanie z kilkoma nowymi i starymi systemami Roleplaying), Fantastyki + Horroru + Minecrafta + wszystkiego, o co ktoś chciał zapytać, oraz Konkursowy. Ponadto oczywiście Bitewniaki w podziemiu, planszówki oraz konsolówki, które a propos odnalazłem dopiero drugiego dnia konwentu. Tak dobrze były schowane… Był nawet turniej pokemonów. Wow.

Co do LARP-ów… jestem zawiedziony. Oczywiście były w planie, nawet się odbyły, ale… Właśnie ALE. Patrząc w program konwentu, widząc rozpisane atrakcje i w opisie: zapisy możliwe na konwencie, chętnie chcemy wziąć udział. Wyobraźcie sobie, że przyjeżdżacie na Krakon pierwszego dnia, jeszcze przed prowadzącymi LARPa i przed otwarciem zapisów NA KONWENCIE, a kiedy chcecie się zapisać, dowiadujecie się, że miejsca były już zajęte PRZED konwentem. W takim razie po cholerę umieszczać taki punkt atrakcji w spisie i dodawać, że zapisy możliwe na konwencie. Nie oceniam ani poziomu LARPów ani klimatu, ponieważ nie było mi dane wziąć udziału w interesujących mnie sesjach, czy to ze względu na brak możliwości zapisu czy też braku chęci prowadzących do zmiany postaci na męskie, bo na żeńskie się dało.

Na szczęście niesmak Larpowy został szybko “zmyty” przez wspaniałych ludzi, którzy na ten konwent przyjechali. “Darmowe” przytulańce, masa śmiechu, kolorowe stoiska z gadżetami zarówno fantasy, anime/manga, jak i trochę z innej beczki, mowa między innymi o ciekawych błyskotkach (ręcznie robionej biżuterii) i wynalazkach do walki z czasem (klimatycznych zegarkach Drobin Czasu). Organizatorzy również byli na tyle profesjonalni i pomocni, na ile starczyło im sił, szczególnie ci odpowiedzialni za poszczególne bloki programowe, a nie za całość. W razie czego można było też liczyć, tak jak w ubiegłym roku, na wsparcie medyczne, które czuwało przez cały czas konwentu.
Dziwną procedurą było, jakże dla mnie nowe, zostawianie napojów (woda, oranżada itp.) przed wejściem do głównego budynku konwentu, bez wcześniejszej informacji na ten temat dla odwiedzających. Wyniknęło to dopiero wówczas, kiedy okazało się, że ochrona konwentu jest pomieszana z ochroną lokalu… Biurokracja zawsze zabijała fun…

Kolejne wielkie plusy imprezy to bliskość dużego marketu, w którym można było zakupić prowiant i wszystkie inne potrzebne do przeżycia rzeczy, stoisko sushi, gdzie serwowano dobre japońskie jedzenie, duża i świetnie zorganizowana baza noclegowa, no i oczywiście Cosplay – najbardziej egzotyczny i wyczekiwany punkt programu. Podobno były ofiary śmiertelne, ale nikt kogo z góry nie spisano na straty:D

Mimo kilku niedociągnięć i zgrzytów Krakon 2012 uważam za udany i dobrze się na nim bawiłem, przede wszystkim dzięki nowo poznanym ludziom, jak i tym starym wyjadaczom z poprzednich edycji czy branży fantasy. Każdy mógł znaleźć dla siebie coś interesującego nawet jeśli nie był od początku do końca. Pogoda próbowała przeszkadzać i przez długi okres czasu drugiego dnia Krakonu za oknami padał deszcz, ale to nawet dodało trochę klimatu tym ponurym i “strasznym” panelom tematycznym. Najgorsze, jak zwykle, było pożegnanie. Niedzielne popołudnie oznaczało, że trzeba wracać do obowiązków i mniej lub bardziej szarej codzienności…

Pragnę podziękować organizatorom za trud włożony w Krakon 2012 i oczywiście dopinguję do kolejnej odsłony krakowskiego konwentu. Pragnę również podziękować mojemu Miszczowi Orthowi za możliwość uczestnictwa w tym przedsięwzięciu ze strony medialnej, oraz Fratusowi za miejsce w lochu na noc. Pozdrawiam wszystkich uczestników i zapraszam na, mam nadzieję, Krakon 2013.

Blackswordsman