Relacja z Krakonu 2011 20 07 2011 | zapowiedzi

Kraków, 30 czerwca. Po kilkuletniej przerwie wystartowała kolejna edycja ogólnopolskiego konwentu fantastyki – Krakonu. Co mnie spotkało, kiedy przeszedłem przez wrota fantazji i znalazłem się w miejscu, gdzie odbywa się jeden z najlepszych, a może i najlepszy konwent fantastyki w Polsce? Odpowiedź znajdziecie w poniższym tekście.

Chociaż Kraków nie leży w centrum naszego kraju i niektórzy, tak jak ja, mieszkają daleko od tego miasta, to jednak bez wahania czy żalu wyruszyłem w drogę. Po siedmiogodzinnej podróży pociągiem dotarłem do drugiej stolicy Polski, a pół godziny później stałem już u bramKrakonu. Bezproblemowo dotarłem na miejsce imprezy, dzięki dokładnemu opisowi z mapką, zamieszczonemu na stronie konwentu. Początek festiwalu zaplanowano na 15:00. Na miejscu byłem na godzinę przed startem, a kolejka przed wejściem była już całkiem spora. Jak się dowiedziałem, niektórzy szturmowali bramy już od 11:00. Zostawiłem swoją gwardię przyboczną przed głównym wejściem, a sam przekradłem się tajnym przejściem, aby uniknąć czekania. Straż potwierdziła moją obecność na liście szpiegów i otrzymawszy odpowiednie odznaczenie, udałem się na poszukiwanie przygody.

Początkowo były pewne problemy z planowym rozpoczęciem, jako że banda skaveńskich wojów napadła na dyliżans, wiozący mapy i dokładne spisy programu konwentowego, zwane informatorami, które to każdy uczestnik miał otrzymać przy samym wejściu. Jednak napastnicy zostali odparci, a ładunek bezpiecznie dotarł do celu. Nie przyćmiło to w żadnym wypadku atrakcji, które czekały na wszystkich, odwiedzających teren konwentu. Mile zaskoczyła mnie duża frekwencja młodych fanów mangi i anime oraz bardzo przyjazna atmosfera. O ile “dorośli” miłośnicy fantastyki emanowali “powagą” i określonymi schematami podręczników i powieści fantasy, o tyle młodsi fani mangi i anime roztaczali aurę zdrowego szaleństwa, szału przytulania przypadkowych osób, radości i swego rodzaju niewinności fantastycznej;)

Ale wróćmy do atrakcji. Program konwentu był tak bogaty, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Było tak wiele ciekawych puntów programu, że chciało by się rozdwoić a nawet i potroić, gdyż co chwilę działo się coś godnego uwagi (nawet kilka atrakcji w tym samym czasie). W dwóch salach prowadzono mangowe prelekcje, w kolejnej odbywały się mangowe konkursy. Takim sam przydział przypadł blokowi fantasy. Kolejna lokacja podejmowała tematykę Gwiezdnych Wojen, przeplataną z prelekcjami “mechanicznymi”, sesjami rpg i mnóstwem przydatnych rzeczy zarówno dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z fantastyką, jak i dla starych wyjadaczy. A to jeszcze nie koniec atrakcji. Jak na każdy szanujący się konwent przystało, nie mogło zabraknąć sali pełnej konsoli, komputerów i gier. Powodów do narzekania nie mieli również miłośnicy LARP-ów.

Na zwieńczeniu tego wielosmakowego, pysznego, fantastycznego tortu umieszczono blok autorski, zawierający głównie spotkania z autorami znanych i lubianych pozycji fantasy, z możliwością zdobycia świeżych pachnących książek i autografów. Nie zabrakło także smaczków, takich jak cosplay – było tych fantastycznych postaci, oj było. Wśród atrakcji były również: bal przebierańców, lekcje historii gałęzi fantasy, warsztaty jak robić gry, warsztaty walki mieczem i strzelania z łuku.

Zapomniałbym wspomnieć o wystawach i bitewniakach. Były profesjonalnie przygotowane makiety, a także kącik i warsztaty malowania figurek. Przeważały armie Warhammer Fantasy Battle oraz Warhammer 40k.
Dla tych, którzy nie mieli siły się bawić lub po prostu chcieli zdobyć nowe gadżety, przygotowano dużą ilość stoisk z figurkami, przypinkami, kartami, kośćmi, grami planszowymi, naklejkami, koszulkami a nawet poduszkami z wizerunkiem ulubionych postaci. Goście, szukający spokoju i relaksu, mieli do dyspozycji salę gier planszowych oraz stanowisko z jedzeniem (czynne niestety dopiero od drugiego dnia imprezy).

Cała zabawa trwała od czwartku (30 czerwca) do niedzieli (3 lipca). Ci, którzy przybyli z daleka lub ci, którym nie chciało się wracać do domu, mogli bezproblemowo skorzystać z noclegu w przygotowanych salach. Czas minął przyjemnie i strasznie szybko. Z czwartku nagle zrobiła się niedziela i nadszedł czas powrotu. Impreza była jak najbardziej udana. Poza kilkoma potknięciami, które jednak zawsze się zdarzają, nie można było się do niczego przyczepić. Wręcz przeciwnie. Organizatorzy wykonali kawał dobrej roboty, za co dziękuję im wszystkim i z tego miejsca pozdrawiam. Na koniec muszę jeszcze wspomnieć, że gdyby nie specjalna misja od naczelnego wodza Ortha, to kto wie, czy zagościłbym na Krakonie, aby opisać dla Was pokrótce ten świetny konwent. Zatem wielkie podziękowania należą się i jemu.

Blackswordsman