Grojkon 2009 02 05 2009 | zapowiedzi

W dniach 17 – 19 kwietnia w Bielsku – Białej odbył się Grojkon, jeden z większych konwentów w Polsce. W konwencie udział zapowiedziało wiele znanych osobistości, wśród nich wyróżniający się popularni pisarze i inni goście. Dzięki Również podczas paneli dyskusyjnych można się dowiedzieć czegoś ciekawego odnośnie spojrzenia danego pisarza na literaturę, fantastykę, gry fabularne i inne…

17 kwietnia 2009

Podróż na konwent

Moja podróż na konwent rozpoczęła się w Tychach, gdzie czekałem na pociąg do Bielska-Białej. Niestety jak to PKP ma w zwyczaju dane połączenie zostało opóźnione o około 30 min. Jednak po podróży w pełnym ludzi pociągu dojechałem do celu mojej podróży. Na peronie pojawiła się chmara ludzi z wielkimi plecakami, do których przypięte były miecze PCV, śpiwory, karimaty. Niektórzy z nich nieśli duże walizki (gdzie starannie trzymali swoje figurki do gier bitewnych). Całą falą ruszyliśmy na kładkę gdzie czekało na nas dwóch mężczyzn, którzy krzyknąwszy „Grojkon?!” i usłyszawszy jednogłośne „TAK!” zaczęli prowadzić nas do liceum ogólnokształcącego nr. 5, gdzie w tamtym czasie odbywał się konwent. Następną, ostatnią przeszkodą dotarcia na konwent było stoisko akredytacyjne. Ja jakoż nigdzie mi się nie spieszyło zostałem na szarym końcu i w tejże grupie, jaką podążałem byłem jednym z ostatnich. Jednak po około 15 – 20 min udało mi się przedrzeć wyjść z tego (w tamtych chwilach) najbardziej obleganego terenu.

Pierwsze prelekcje i zbadanie terenu konwentu

Na pierwszą prelekcję „Dlaczego kochamy bazary” nie zdążyłem, a muszę też przyznać iż ten temat mnie nie zachwycił. Zdążyłem zanieść swoje rzeczy do sypialni na piętrze, a zaraz później zszedłem na dół by w jednej z sal prelekcyjnych usiąść i posłuchać prelekcji Diabolica, która nosiła nazwę „Antropologia Krwiopijcy”. Wykład ten był ciekawy, aczkolwiek, jeżeli ktoś interesował się wampirami i śledził ich splamione krwią ścieżki nie było to nic nowego, tylko przypomnienie sobie niektórych informacji. Kolejną prelekcją po antropologii był „Hanibal po drugiej stronie maski”, której doświadczyłem tylko ostatnie 10 min. Z tego, co mogłem wywnioskować z tych ostatnich minut było to iż wykład był dość ciekawy i rozbudowany. Ja czekałem natomiast na prelekcję pod nazwą „Historia islandzkiej sekty asasynów”. Prelekcja była interesująca i przysłała mi dość dużą partię wiedzy na jej temat, dzięki czemu mogę stwierdzić, iż była nieco zakręcona, lecz udana. „Historię Tromy” ominąłem i poszedłem rozejrzeć się po terenie konwentu. Cała impreza rozgrywała się w liceum nr. 5 oraz wielkim, kilkupiętrowym schronisku. Natknąłem się na Games-room, w którym wraz ze znajomym wypożyczyliśmy Neuroshimę Hex. Cały pokój gier został w wyekwipowany w ogromną ilość gier przez sklep Rebel. Miałem godzinę do prelekcji, którą chciałem odwiedzić, a istniała ona w katalogu pod nazwą: „Lokacje RPG oparte na najciekawszych miejscach historycznych”. Tak, więc rozpocząłem grę w NH, lecz po chwili ją złożyliśmy, ponieważ prezentowana była planszowa gra StarCraft. Od dawna słyszałem o tej grze, jednak nie miałem z nią bezpośredniej styczności. Przez około godzinę Sebastian i Dawid opowiadali nam o grze i tłumaczyli zasady. Na początku gra wydawała się maksymalnie skomplikowana i niewytłumaczalnie trudna. Jednak, gdy w piątkę rozpoczęliśmy rozgrywkę pod okiem prezenterów owe obawy, co do gry rozwiały się w powietrzu. Pierwsze trzy tury zajęły nam około 5 godzin, przez co nie zdążyłem na prelekcję o lokacjach, ani na LARP’a w World of Darkenss, na którego miałem ogromną ochotę… Nim piątek dobiegł końca, musieliśmy sprzątnąć grę, ponieważ games-room był już zamykany. Tak, więc prawie wszyscy z gry ruszyliśmy na sesję RPG prowadzoną przez Soulreaver’a w systemie D&D. Dołączyły do nas jeszcze 3 osoby i zaczęliśmy rozgrywkę storytelling’ową. Skończyliśmy ją około godziny 4 nad ranem, a następnie jak jeden mąż ruszyliśmy do sklepu coś zjeść. Gdy wróciliśmy sypialnie były całkowicie oblężone i niedostępne. Niestety moje rzeczy leżały na krańcu sali, więc nie mogłem się dostać nawet do śpiwora. Rozeszliśmy się i w trójkę znaleźliśmy pustą salę, gdzie nikt nam nie przeszkadzał. Gdy wygodnie ułożyłem się na podłodze było około 6 rano. Zimna i niewygodna podłoga nie była przeszkodą by zasnąć. Obudziłem się półtora godziny później i począłem walczyć ze skurczami w całym ciele…

18 kwietnia 2009

Do pierwszej prelekcji…

Do pierwszej prelekcji chodziłem jak zombie. Około 7:45 napadł na mnie spazm głodu i niczym żywy trup ruszyłem tępo w stronę czegoś w rodzaju sklepiku. Tępo patrzyłem się w zamknięte drzwi aż do 8:00. Gdy tak stałem stwierdziłem, iż to, co teraz robię jest głupie i wróciłem do pomieszczenia gdzie spało moich dwóch towarzyszy. Od jednego z nich pożyczyłem sobie system Monastyr i począłem od niechęci spisywać kartę postaci. Gdy już kończyłem atrybuty pomocnicze obudził się jeden z moich współgraczy w D&D. Zaczęliśmy jakąś głupią dyskusję, po czym około 8:30 obudził się mój mistrz gry. Skończywszy kartę oddałem i podziękowałem za podręcznik i ruszyłem w stronę korytarza, od którego odbiegało wiele konwentowych sal – każda była zamknięta. Przed dziewiątą otworzony został sklepik i jak głupi ruszyłem w jego stronę. Zakupiłem tam mocną kawę i dwa pączki. Nim doszedłem do pierwszej ławki pączki już znikły, a z kawy został tylko pusty kubek. Wrzuciłem kubek i woreczki do kosza, po czym natknąłem się na kolejnego z moich współgraczy, który po wizycie w sklepie jakoś rozpłynął się w powietrzu. Już trochę rozbudzony rozpocząłem z nim rozmowę, w której dowiedziałem się, iż idzie on na turniej w grach bitewnych StarWars. Oczywiście życzyłem mu powodzenia i ruszyłem ponownie w stronę korytarza. Moje oczy zaraz wyłapały otwarte drzwi pokoju gier i uradowany ruszyłem w ich stronę. W pokoju znalazłem swojego mistrza i jednego z ostatnio poznanych znajomych. Wybraliśmy razem grę planszową Battlestar Galactica. Zaczęliśmy powoli brnąć przez instrukcję i mozolnie rozkładaliśmy planszę. Jednak dosiadł się do nas jeden z uczestników, który znał zasady i w mgnieniu oka wszystko nam wytłumaczył. Rozpoczęliśmy rozgrywkę, która trwała około 3 godzin. Ruszyłem wtedy obejrzeć jak radzą sobie magic’owcy i bietewniakowcy. Zauważyłem tam ogromny ruch i wielu, ogromną ilość ludzi, a spytawszy się kogoś przechodzącego dowiedziałem się, iż trwały zawody w Magic: the Gathering, gdzie nagrodą był wyjazd na mistrzostwa polski 2009. Orzeźwiony tą informację począłem przyglądać się walkom na karty. Zauważyłem tam ciekawe strategie, interesująco dobrane karty i nieoczekiwanie mocne deck’i. Po około godzinie spędzonej na wielkiej Sali gimnastycznej szkoły, gdzie miały miejsce turnieje poszedłem sprawdzić jak radzą sobie moi nowi znajomi. Nie znając zasad gry w StarWars nie odpędziły mnie od obserwowania pojedynków. Znane mi z filmów jednostki poczęły walczyć w korytarzach, na arenach i w wielu innych lokacjach. Gdy spojrzałem na zegarek zobaczyłem, iż zostało mi pół godziny do kolejnej prelekcji Diabolica. Tak, więc życząc wszystkim powodzenia ruszyłem z powrotem. W oddali usłyszałem znajomy głos i również znaną mi melodię. Dźwięki dobiegały zza otwartych drzwi jednego pomieszczenia. Zaglądnąłem tam i zauważyłem wielki telewizor LCD i trzech śpiewających mężczyzn. Oto karaoke konwentowe! Zaciekawiony wszedłem do pomieszczenia i zauważyłem też grających uczestników w brutalne gry (chyba na play-stacion). Zabawiłem tam trochę oglądając walki i słuchając karaokujących. Było za dziesięć 18 więc wraz z poznanym na konwencie studentem (oraz jednym z współgraczy w D&D) ruszyliśmy na prelekcję. Gdy dotarliśmy do pokoju prelekcyjnego zdałem sobie sprawę, iż ominął mnie wykład Jacka Komudy pod nazwą „Nie wiesz gdzie się czai zdrada, uczyń zajazd na sąsiada”, bowiem zdążyliśmy na ostatnie zdania jego prelekcji…

Druga, hardcore’owa część konwentowej soboty…

Prelekcja Diabolica miała być bardziej dyskusją niż wykładem. Niestety nie wyszło tak jak, powinno bowiem na prelekcję przyszło razem ze mną około 6 osób. Jednak jako taka dyskusja się odbyła, lecz nie można jej podpiąć do „tych udanych”. Następnie wyszedłem i szukałem jakiegoś zajęcia. Znalazłem je w dość dużej sali z bitewniakami. Oglądałem tam bitwy w Warhammer’a przez przynajmniej pół godziny, a następnie wróciłem na blok prelekcyjny gdzie trafiłem na prelekcję pewnego księdza. Z tych ostatnich dwudziestu minut wywnioskowałem, iż kościół znów zamierzał skupić wokół siebie ludzi nawet z grona RPG, co mnie dość zaskoczyło. Padło tam pytanie: „Która osoba lepiej odegra postać wierzącą? Ateista czy człowiek wierzący?”. Padły różne odpowiedzi, lecz ja znalazłem swoją odpowiedź na to pytanie: „Postać wierzącą lepiej odegra gracz, który lepiej odgrywa postać.”. Po tej dość śmiesznej prelekcji przyszedł czas na esencję tego dnia, mianowicie prelekcja Mateusza Budzianowskiego pod nazwą: „Warsztaty mistrza mistrzów dla mistrzów”. Dwie godziny tych warsztatów były całkowicie zapierające dech w piersiach. Wszystkie jego rady były niewyobrażalnie trafne, a przykłady tych rad były niesamowite. Wielu ludzi wyszło z tej prelekcji zadowolonych. Gdy wyszedłem spotkałem znajomego i razem ruszyliśmy na stację BP po coś do jedzenia. Po drodze spotkaliśmy kilku grojkonowców, a gdy wróciliśmy zawitałem jeszcze w konwentowym sklepiku. Potem kręciłem się bez celu przez około godzinę, aż wreszcie dotarłem do sklepu Lizard, gdzie razem ze sprzedawcami i kolejnym znajomym poczęliśmy grać w różne planszówki. Około północy ruszyłem do schroniska do pokoju sesji, gdzie mieliśmy grać w Monastyra. Po drodze spotkałem kilku ludzi z ochrony próbujących grać w karciankę Wiedźmina. Jakoż, że miałem już z tą grą do czynienia nauczyłem ich grać. Następnie wraz z jednym z graczy ruszyliśmy szukać reszty drużyny. Zeszło nam to do wpół do 4, a później zrezygnowani ruszyliśmy spać. Ja usadowiłem się na ławkach w pokoju sesyjnym.

19 kwietnia 2009

Ostatni dzień

Obudziłem się o 6 nad ranem. Zszedłem na dół i spotkałem Nicrama. Zaczęliśmy przygotowywać wszystko do ostatniego dnia konwentu. Gdy skończyliśmy przez teren imprezy zaczęły przewijać się jakieś osoby (?). Kupiłem sobie w tedy koszulkę Grojkonu za 15zł + 1k6 (wyszło mi 18 zł). Zadowolony przeprałem się i ruszyłem szukać kogoś znajomego. Po pewnym czasie otwarto pokój gier i zaczęliśmy grać w nowym gronie w Battlestar Galactica. Skończyliśmy to dość szybko, bowiem ruszyliśmy na „Piotra Cholewę w Przewiązce”. Rozmowa z jednym z najlepszych polskich tłumaczy literatury fantastycznej było bardzo satysfakcjonującym zdarzeniem. Gdy o 13 skończyła się przewiązka ruszyliśmy w większości na prelekcję „Dlaczego RPG nie rozwija?”. Było tam wiele komentarzy, lecz prelekcjonista spisał się i poniekąd dopiął swego, lecz wielu ludzi jego argumenty nie przekonały. Później ruszyliśmy na PCV Warriors. Wszystko rozgrywało się na Sali, w której spałem dwie noce temu i gdzie rozmawialiśmy z Piotrem Cholewą. Uformowany został wielki krąg graczy i herold głosił któż będzie walczyć. Było wielu chętnych na puchar, a walki były ekscytujące i szybkie. Świszczało powietrze, wojownicy skakali i cieli z ogromnym zapałem. Gdy finał dobiegł końca zaczęły się oklaski dla zwycięzcy i wręczenie pucharu PCV Warriors. Potem już wszyscy wzięli swe plecaki i torby i dobiegł czas końca. Ruszyliśmy na dworzec i wsiadłszy do pełnego ludzi pociągu powróciliśmy szczęśliwi do swoich domów.

Patryk “Vampire” Mędela