S.T.A.L.K.E.R. – Zew Prypeci 15 01 2010 | zapowiedzi

Gry 640full-s.t.a.l.k.e.r.--call-of-pripyat-cover

Mało ostatnio pojawiło się gier które wbiły by mnie w fotel jednorazowo na lite 6 godzin. Jeszcze mniej gier posiada status motywujących mnie do skończenia boleśnie przewidywalnych i schematycznych kampanii i scenariuszy. Nowy S.T.A.L.K.E.R. dał mi nadzieję, że nie wszystko jeszcze umarło, a gra komputerowa potrafi nadal podejść od tyłu, zaskoczyć i wyryć w głowie niezapomniane przeżycia.

“Zew Prypeci” – bo tak nazywa się 3 odsłona S.T.A.L.K.E.R.A, został stworzony przez ukraińskie studio GSC Game World. W odróżnieniu od swoich poprzedników czyli “Cienia Czarnobyla” i “Czystego Nieba” – w Polsce zlokalizowany został pod sztandarem Cenegi. Ciągłość jakości polonizacji nie uległa zmianie, a głos Mirosława Utty – po raz trzeci przeniesie gracza na fenomenalne ziemie okolic Czarnobyla.Sama gra opowiada alternatywną historię tragedii czarnobylskiej elektrowni atomowej. Jest pełna mrocznych niewiadomych, tajemnic, zjawisk i wręcz z wyczuwalną szorstkością i chłodem naszych wschodnich sąsiadów bierze gracza za łeb i od samego początku zanurza w świecie Stalkerów.

GSC Game World zaprawieni niczym Lynch nie podają widzowi scenariusza na tacy, nie stawiają banalnych moralnych wyborów, nie troszczą się o gracza. Gra wychodzi z założenia – jeśli chcesz przeżyć – postaraj się, jeśli chcesz funkcjonować w naszym świecie – szybko naucz się zasad w nim panujących.

Szereg niepowtarzalnych elementów świata S.T.A.L.K.E.R.A., których na próżno szukać w innych grach tego pokroju, niezwykle punktuje tytułowi. Anomalie, artefakty i rynek towarów, który został od razu stworzony aby nimi handlować – to znakomity fabularny punkt wyjścia gry. Jest wokół niego oparta większość historii, bo aby coś osiągnąć potrzebny zawsze jest odpowiedni sprzęt, a o pieniądze w grze wcale nie jest tak łatwo. Cóż więc pozostaje graczowi jak nie pozostanie Stalkerem – poszukiwaczem niezwykłych artefaktów i anomalii – pozostałości po wielkiej czarnobylskiej katastrofie.

W grze wcielamy się w żołnierza, który incognito ma wejść do Zony i wyjaśnić sprawę katastrofy wojskowych helikopterów. To niezwykłe – ale armia, której tak unikaliśmy w poprzednich częściach – teraz jest naszym sprzymierzeńcem. Gra oferuje widok z pierwszej osoby, kilkadziesiąt większych lokacji i 4 mapy, przez które przejdziemy rozwijając główny wątek scenariusza. Myślę jednak, że to zadania poboczne i samo szwędanie się po Zonie, sprawiło mi najwięcej frajdy. Dobre jest też to, że do każdej z 4 map można wrócić, a po zakończeniu głównego wątku, kontynuować eksploracje. Gra może i nie prowadzi w rankingach fajerwerków graficznych, ale jej niezwykły klimat, wyczuwalny “wschodni chłód twórców” 🙂 i znakomity scenariusz, sprawia że ciężko będzie się oderwać sprzed ekranu monitora.

Gra potrafi zaskoczyć. Wybory dialogowe są nieprzewidywalne, brak tu schematów, może się zdarzyć, że pomagając potrzebującemu, ten wbije ci nóż w plecy gdy tylko się odwrócisz. Znaleźć przyjaciela w świecie Zony to naprawdę spory wyczyn. No i sa jeszcze Emisje… Ich klimat, skutki i nieprzewidywalność potrafią sprawić, że nawet najważniejsze zadanie które właśnie wykonujesz, będzie musiało być rzucone w diabli, a ty z podkulonym ogonem ile tchu w piersiach uciekniesz szukając jakiegokolwiek schronienia…

640full-s.t.a.l.k.e.r.--call-of-pripyat-coverGra rządzi. Polecam.

Sylwek ‘orth’ Wróbel

Dziękuję wydawnictwu Cenega Poland za udostępnienie egzemplarza do recenzji.