Pierwsze wrażenia z Life Is Strange: Before the Storm 04 09 2017 | zapowiedzi

Gry LiS

Sporo wskazywało na to, że nadchodzący prequel jednej z ciekawszych gier 2015 roku (a już na pewno najbliższej memu sercu historii, w jaką dane mi było grać) okaże się nieporozumieniem. Już sam fakt zabierania się za kontynuacje, czy w tym wypadku właśnie prequel, do powszechnie docenianego tytułu można odebrać jako odcinanie kuponów od marki. Szczególnie w momencie, kiedy zapowiedziano już faktyczną, drugą część przygód Max oraz Chloe na rok 2018, a samo studio odpowiedzialne za stworzenie oryginalnego Life is Strange, jak i pracujące obecnie nad kontynuacją – nie ma nic wspólnego z omawianym teraz tytułem. I tak na deser, jakby jeszcze było nam mało – ze względu na odbywający się w stanach strajk aktorów podkładających głosy do gier, Ashly Burch odpowiedzialna wcześniej za głos Chloe Price, jednej z kluczowych postaci w oryginalnym, pierwszym sezonie Life is Strange, jak i główna postać wokół której skupiają się wydarzenia prequela – musiała zostać zastąpiona inną aktorką. Dostaliśmy więc idealny przepis na to, jak zrazić do siebie fanów i zamazać wrażenia, jakie pozostawiła po sobie oryginalna historia… tylko, że jak się okazuje – nie!

b64f408b8c16b843b88aa3135319bcc3

Bo z ręką na sercu mogę przyznać i robię to już na samym początku – JEST NAPRAWDĘ DOBRZE. Studio Deck Nine Games poprzeczkę postawioną miało nie lada wysoko i wszystkie znaki na niebie i ziemi (oceny krytyków) a także moja subiektywna opinia jasno wskazuje, że amerykanom udało się ją przeskoczyć. No właśnie – amerykanom i to trzeba na wstępie sobie powiedzieć. Oryginalne Life is Strange stworzone zostało przez studio Dontnod Entertainment – niewielki, paryski zespół deweloperski. To właśnie ta europejska, francuska wrażliwość w dużej mierze przyczyniła się do sukcesu marki. Dlatego też, odkąd świat obiegła wiadomość, że Before The Storm zostanie przygotowane przez Deck Nine Games, z góry wiadomo było że wraz z deweloperem zmianie ulegnie również ton produkcji. I faktycznie, Arcadia Bay widziana oczami Chloe Price to odrobinę inne miejsce, niż znane nam z pierwszej części sielskie miasteczko. I gra informuje nas o tym bez ogródek już na samym początku, kiedy to mkniemy główną bohaterką przez las, w środku nocy tylko po to, aby dostać się do starej stodoły, będącej meliną ćpunów, oprychów i wszelkiego rodzaju wyrzutków oraz nastolatków na koncert kapeli punkowej. Serio, ta sama gra, która w poprzedniej odsłonie przedstawiała nam cichą artystkę-prymuskę, w środku zajęć szkolnych, częstuje nas dziś młodą buntowniczką, uciekającą z domu punkówą… i nie jest to w żadnym wypadku wada, bo taki ton rozgrywki zdecydowanie pasuje nam do Chloe, jaką znamy z poprzedniej (kolejnej?) części. Mamy więc niepokorną, nastoletnią bohaterkę w okresie jej młodzieńczego buntu i możemy spodziewać się tutaj szeregu wątpliwych moralnie, jednak naturalnych w tym wieku pokus, takich jak używki, drobne konflikty z prawem i tak dalej. Mimo, że nasza bohaterka nie zawsze postępuje właściwie, jest to charyzmatyczna i bardzo prawdziwa osobowość, której trudny charakter nie został wyssany z palca i historia, która jej dotyczy i którą odkrywamy wraz z rozwojem rozgrywki potrafi mocno poruszyć wrażliwość gracza.

Jednak jeśli już mowa o historii, to trzeba powiedzieć również, że gra nie jest pod tym względem idealna. O ile zabawny slang i przesadzony dramatyzm możemy wytłumaczyć konwencją, to niektóre wątki zdają się rozwijać zbyt szybko. Gra nie daje im wystarczająco dużo czasu, żeby wybrzmieć, przez co niektóre wybory przed którymi stajemy wydają się być mocno przesadzone i nienaturalne. Tych elementów jest niewiele, jednak w kluczowych momentach potrafią na chwilę wybić z rytmu. Nie wiem czy winna jest tutaj długość produkcji (pierwsza część była dość krótką grą a i tak cały sezon posiadał o dwa epizody więcej), mam jednak nadzieję, że w kolejnych epizodach element ten zostanie poprawiony. Istnieją momenty, w których świetnie zbudowany nastrój potrafi się wyłożyć przez niesubtelnie wprowadzone dialogi, a to wyraźny mankament w przypadku gier, w których opowiadana historia jest głównym filarem rozgrywki.

bf60f73e548dd90829001640c2fd2aed

Podobnie jak w oryginalnym Life Is Strange, tutaj również skorzystano z wprowadzenia pamiętnika oraz telefonu komórkowego, które dodatkowo poszerzają nam tą historię. Dowiemy się z niego co działo się w świecie Chloe zanim ją poznaliśmy, kim są dla niej osoby, jakie możemy spotkać na swojej drodze, a wraz z przebiegiem wydarzeń pamiętnik uzupełniany jest o dodatkowe opisy, dzięki którym jesteśmy w stanie pełniej zrozumieć nastolatkę. Muszę jednak przyznać, że najbardziej byłem ciekaw jednego – w jaki sposób studio zamierza zastąpić mechanikę manipulacji czasem przez główną bohaterkę znaną z pierwszej części, skoro w tej historii w ogóle ona nie występuje. Zastępstwem okazała się inna “super-moc”, którą tak naprawdę Chloe była obdarzona odkąd ją tylko poznaliśmy – “moc pyskówki”. Jest to specjalna opcja dialogowa, dostępna podczas toczenia niektórych rozmów, po wybraniu której wchodzimy w pewnego rodzaju tryb potyczki słownej. Jest to ograniczona czasowo sekwencja krótkiego dialogu, podczas którego musimy wychwytywać słowa-klucze padające z ust naszych oponentów, aby dopiec im dużo bardziej soczystą ripostą. Od strony mechaniki, szczególnie dużą zmianą jest zastosowanie tutaj ogranicznika czasowego, który w Life Is Strange nie występował na żadnym etapie gry. Zmiana ta przekłada się również na charakter całej rozgrywki, gdzie bez możliwości cofania czasu i podjęcia najlepszego możliwego wyboru – paradoksalnie działamy szybko, instynktownie a czasem nawet – bezmyślnie. Taki styl gry znajduje odzwierciedlenie w charakterze naszej protagonistki, która nie jest przecież cichą myszką, martwiącą się o to co powie.

Ponad to, gra oferuje nam również szereg niespodzianek. Easter Eggi i nawiązania zarówno do popkultury, jak i do oryginalnego Life Is Strange występują nie tylko jako elementy środowiska, ale również w postaci nazwisk nowych postaci, czy samej konstrukcji rozgrywki. Mamy okazję zwiedzić kilka znajomych lokacji oraz porozmawiać z osobami, które występowały w poprzedniej odsłonie serii. Podobnie jak w poprzedniej grze z cyklu, mamy do skompletowania zestaw achievementów, które tym razem nie polegają na robieniu inspirujących zdjęć a zaznaczaniu swojej obecności markerem w przeróżnych miejscach. Graffiti możemy robić na ścianach, murach i innych elementach otoczenia wybierając za każdym razem jedną z dwóch dostępnych opcji, jakie zostały przygotowane przez twórców. Dodatkowo gra została wzbogacona o swoiste mini-gry dialogowe – i tutaj należy się kolejna pochwała dla twórców. Zazwyczaj tego typu elementy implementowane są aby wydłużyć rozgrywkę i w pewnym czasie stają się nużące, jednak tutaj zdają się one wynikać z rozgrywki. Nie dostajemy kuriozalnego zadania polegającego na zebraniu 47 ptasich piór ani też nie musimy się zastanawiać, dlaczego akurat my jesteśmy jedyną osobą w wiosce, która owo zadanie jest w stanie wykonać. Zamiast tego, mamy na przykład okazję zagrać w grę fabularną z dwójką innych uczniów Akademii Blackwell. Mechanika tej gry jest oczywiście uproszczona – nie rzucamy tu kością, nie tworzymy postaci, a cała rozgrywka ma charakter raczej immersyjny i jeśli nie chcemy, nie musimy brać w niej udziału. Moim zdaniem warto jednak poświęcić te kilkanaście minut na poszerzenie swojej wiedzy o środowisku. Szczególnie tutaj, gdzie głównym celem zdaje się nie być przejście gry, a poznanie i doświadczenie historii, która odbywa się w trakcie rozgrywki.

Kończąc już mój wywód – Life Is Strange: Before The Storm to bardzo dobry powrót, nawet lepszy niż można się było spodziewać. Studio, mimo wielu przeszkód zdecydowanie udźwignęło ciężar produkcji dając nam okazję na spędzenie jeszcze kilku pięknych chwil w Arcadia Bay. Zmiana bohaterki, a przez to i odrobinę mechaniki oraz głównego tonu rozgrywki dodają powiewu świeżości. Mimo niewielkich problemów z tempem rozwoju wydarzeń, czekam na kolejne epizody, zaś wszystkim fanom Life Is Strange z czystym sumieniem polecam Life Is Strange: Before The Storm.