Netflix jak zwykle. Recenzja: Tau 10 07 2018 | zapowiedzi

Niestety. Netflix przyzwyczaił nas do conajwyżej średniej jakości swoich pełnometrażowych produkcji. Po takim sobie Bright, średnim Mute i naprawdę słabej Annihilacji dostaliśmy kolejny pełnometrażowy film Science Fiction wyprodukowany przez platformę.

Tau, bo o nim tutaj mowa, niestety w żaden sposób z tego schematu się nie wybija. Już na samym początku widzimy, że pierwszy problem leży dokładnie w tym samym miejscu, gdzie w pozostałych wymienianych wyżej produkcjach – w efektach specjalnych. Po raz kolejny element, którym film powinien się wyróżniać, który miał być jego jokerem stał się piętą achillesową tej produkcji. Nie mam pojęcia, dlaczego seriale Netflixa trzymają na tym polu względnie dobry poziom, podczas gdy w filmach długometrażowych ewidentnie widać braki w budżecie. I przykro mi bardzo dlatego, że film sam w sobie brzydki nie jest, co mogliśmy zauważyć już na zwiastunach. Ogromny wysiłek scenografów, operatorów i oświetleniowców idzie po prostu na marne, gdy przed oczami staje nam ewidentnie wymodelowany w 3D robot bojowy o nienaturalnie szybkich i gwałtownych ruchach. Jeżeli nie ma wystarczająco pieniędzy, żeby pokryć koszta produkcji na przyzwoitym poziomie, to może wartoby zmienić koncepcję i spuścić trochę z tonu jednocześnie podnosząc jakość dzieła jakie prezentuje się widzowi? Zresztą – zmiana koncepcji przydałaby się bardzo, bo niestety – tym razem kuleje nie tylko kwestia techniczna.

Wracając jeszcze do zwiastuna – ja osobiście po zobaczeniu go oczekiwałem ciekawej zabawy gatunkiem. Z jednej strony Tau bardzo przypomina Hala 9000 z Odysei Kosmicznej Stanleya Kubricka. Widać to zarówno w designie, jak i w tonie głosu i relacji, jaką nawiązuje z główną bohaterką. Z drugiej – przygotowywani byliśmy jednak na film z pogranicza horroru. Wszak główna bohaterka więziona więziona jest razem ze swoimi towarzyszami w jakimś konkretnym celu. Wyraźnie słyszymy coś o “zadaniach” do wykonania i konsekwencjach, jakie mają czekać w razie nieposłuszeństwa. Myślę, że nie bez powodu przychodzą mi w tym momencie do głowy takie klasyki jak seria Piła czy Cube. Jak się okazuje jednak – i tym razem jesteśmy zwodzeni na manowce.

Mówi się, że najlepsze efekty specjalne to takie, których nie widać. Niestety - w tym filmie widać je bardzo.

Mówi się, że najlepsze efekty specjalne to takie, których nie widać. Niestety – widać je bardzo.

Po pierwsze – tak naprawdę jest to film 3 ról – naszej bohaterki, Julii (Maika Monroe); jej porywacza, Alexa (Ed Skrein) oraz wspominanego już Tau (Gary Oldman) – podobno najbardziej zaawansowanej sztucznej inteligencji na świecie. Podobno, bo w filmie komputer nie ma ani wiedzy, ani sprytu, ani nawet umiejętności retorycznej oceny sytuacji. Większość filmu zachowuje się jak 5-letnie dziecko dopytując Julię o zasady rządzące tym światem… I tutaj muszę się zatrzymać. Ten element akurat mi się podobał. Nie ze względu na jakąś mistyczną wiedzę tłumaczącą skomplikowane mechanizmy ludzkich relacji, ale właśnie za prostotę. W pewnym sensie to urocze i odświeżające, zamiast kolejnych teo-filozoficznych wywodów zobaczyć jak Julia – prosta dziewczyna rysuje koślawe sylwetki ludzi, jednocześnie zapewniając Tau, że nie jest wszechwiedząca i niektóre informacje są również poza jej zasięgiem. Perła w ściekach.

Skoro jednak już jesteśmy przy Julii – pewnie interesuje was co łączy ją z pozostałymi więźniami oraz czy i jak udaje im się uciec? Próżna wasza nadzieja – reszta zostaje wyrżnięta już na samym początku filmu a i tak ich nie szkoda, bo charakteru w nich nie było wcale. Zadania, które stoją przed Julią to już w ogóle dowcip. Tak naprawdę ich nie ma! Tzn. są – przez chwilę widzimy jak główna bohaterka układa obrazki, mające przypominać chyba testy IQ po to, aby komputer nauczył się “czegoś” i aby główny oprawca dostał kontrakt. Nie mamy pojęcia co to za “testy”, co badają, dlaczego testy Julii wypadają do tej pory najlepiej ani nawet co to za firma, której właścicielem jest Alex i co próbuje osiągnąć. Nie mamy żadnych przesłanek, żeby zainteresować się tym tematem, więc jedyne co nam zostaje to uczepić się relacji pomiędzy trójką bohaterów. I tutaj – jest w sumie okej, ale bez fajerwerków. Aktorzy grają dobrze na tyle, na ile pozwala im scenariusz a ten – szczególnie w kwestii postaci jest nieszczególnie wybitny. W skrócie: Alex jest zły a Tau jest mu posłuszny (I lubi muzykę! Pomyślałby kto, że to sztuczna inteligencja z osobowością, ale szybko się okazuje, że to ma być tylko pretekst na zwrócenie uwagi systemu, bo przecież super inteligentne istoty zrobią wszystko, dla muzyki, jeżeli akurat znajduje się ona w kręgu ich zainteresowań.) oraz nawiązuje nić porozumienia z Julią, która po prostu chce uciec. Widywaliśmy podobne motywy już wcześniej, tylko że zazwyczaj nie przeciąga się ich na całą długość filmu i nie buduje wokół historii. A przez to film się bardzo dłuży. Powoli odhacza na liście kolejne sztampowe posunięcia, brnie sobie powoli do przodu aż do nieuniknionego końca gdy… ach. Niech będzie, bez spoilerów, ale sami dobrze wiecie jak to się skończyło.