Mroczny Rycerz 02 10 2009 | zapowiedzi

Gdyby wczoraj ktoś zapytał mnie co sądzę o Batmanie powiedziałbym, że raczej nic w tym ciekawego. Ot, kolejny superbohater z komiksów. Dzisiaj jednak wiem, że jest to naprawdę ciekawe i (w szczególności) klimatyczne.

Takiej nagłej zmianie zdania jest winny film „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, który zrobił na mnie takie wrażenia, jakiego za nic bym się nie spodziewał. Bo co może być ciekawego w kolejnej opowieści o przebranym człowieku, który ratuje świat od przestępców? Na pierwszy rzut oka nic, ale sprawny scenarzysta i reżyser naprawdę potrafią zrobić z tego opowieść, której nie zapomni się przez bardzo długi czas.

Tym razem przeciwnikiem Bruce’a Wayne’a i jego przyjaciół został nie kto inny jak Joker! Tłumaczyć co to za postać w uniwersum Batmana chyba nie potrzeba, więc od razu przejdę do konkretów. Otóż tenże Joker postanowił wprowadzić swoją anarchię w Gotham City, której celem jest przekonanie Batmana, aby ujawnił swoją prawdziwą twarz i przeszedł na złą stronę. Wspomnę jeszcze tylko, że tym razem sytuacja wygląda naprawdę nieciekawie ponieważ w całym mieście panuje chaos, dzięki któremu film zyskał genialny, mroczny klimat. Fabuła raczej nie różni się niemal niczym od innych filmów tego pokroju, ale przedstawiona została w taki sposób, że wyprzedza o lata świetlne to co widzieliśmy do tej pory.

Pierwszym wielkim plusem jest aktorstwo. Christian Bale, Heath Ledger, Aaron Eckhart, Maggie Gyllenhaal- wszyscy zagrali po prostu dobrze. Każda postać pasuje do tego złowieszczego, pełnego przemocy świata, w którym się znaleźli. Na największą pochwała zasługuje jednak Heath Ledger, który zagrał Jokera tak naturalnego, a zarazem tak dziwnego i sprytnego, że pośmiertny Oskar, którego aktor dostał jest w pełni zasłużony. Postaci drugoplanowe jak Alfred (Michael Caine) i Gordon (Gary Oldman) przedstawione zostały także bardzo dobrze. Sam nie mogłem się nadziwić, że tacy znani aktorzy, których widzieliśmy w wielu innych- nie tylko z tego gatunku filmach- będą tutaj tak dobrze pasować. Życie jednak zaskakuje.

Sceny akcji genialnie przeplatają się z tymi spokojniejszymi, dzięki czemu wartkość seansu została wyważona dokładnie tak jak należy. Nie ma momentów nudy, ale także takich, w której samej akcji byłoby za dużo. Główna w tym zasługa Wally Pfister’a, którego zdjęcia zostały wykonane moim zdaniem najlepiej w historii kinematografii.Tego słowami wyrazić się po prostu nie da, to trzeba zobaczyć. Niektóre momenty filmu po prostu zapierają dech w piersiach. Nie raz wydawało mi się, że czegoś nie da się już przedstawić w lepszy sposób, a w następnej scenie zobaczyłem coś jeszcze bardziej efektownego. Tak, „Mroczny Rycerz” jest jak najbardziej filmem efektownym. Owa efektowność nie jest jednak dawkowana na siłę jak to ostatnio w filmach bywa.

Na oddzielny, wielki akapit zasługuje muzyka James’a Howard’a. Z jednej strony jest ona tak ciekawa, że każdy kolejny utwór okazywał się lepszy od poprzedniego, ale z drugiej strony są momenty, kiedy owa muzyka jest po prostu za głośna. Dokładnie tak samo jest z innymi dźwiękami. Strzały z broni także są niemiłosiernie głośne, ale już większość dialogów okazuję się zbyt ciche. Sam nie wiem jak to możliwe, że tacy fachowcy od filmów mogli popełnić takie niedopatrzenie, i to jeszcze w takim miejscu, gdzie spokojnie można byłoby go uniknąć. Sama jednak muzyka jest kolejną zaletą filmu, ponieważ utwory zostały dobrane tak, że pasują do tego co widzimy na ekranie, a tam gdzie powinien być spokój, jest on zachowany.

Czy jest więc w filmie coś co naprawdę mi się nie podoba? Oprócz wspomnianego dźwięku, chociażbym nie wiem jak chciał to znalezienie jakiejkolwiek przeszkadzającej w odbiorze tego dzieła wady jest niemal niemożliwe. „Mroczny Rycerz” jest po prostu arcydziełem, którego obejrzę jeszcze na pewno nie raz. Dzięki temu filmowi przed Christopherem Nolanem otworzyły się na pewno wielkie możliwości do podbicia świata kinematografii, ponieważ nie jeden z wybitnych reżyserów minionych, jak i dzisiejszych czasów nie ma na swoim koncie czegoś tak genialnego jak „The Dark Knight”. Czy powyższe zdanie nie mówi wam jednoznacznie jaka ocena powinna się należeć temu filmowi? Ja nie zawaham się przed wstawieniem pełnej dziesiątki!

OCENA:10/10